Na tych terenach byłem od około pięciu dni. Nie brakowało tu jedzenia ani picia. Powietrze było świeże, a las spokojny. Jednak tę krainę mlekiem i modem płynącą z kimś dzieliłem. raz czy dwa przyczajony w gęstwinie zauważyłem z jednego czy dwoje wilków. Nigdy do nich nie podszedłem - kto wie jakie mają zamiary i czy mnie zaatakują. Jedno było pewne - nie byłem tu sam.
Osiedliłem się w gigantycznym drzewie, w którym znajdowała się wielka dziupla. Nie jest wysoko, ale jeśli się nie umie, dostanie się tam jest ciężkie. Rozstawiłem tam wszystko co mam, czyli: butelki z puste i z paroma wywarami, małe skrzyneczki z ziołami, parę drewnianych misek, jedną średniej wielkości kamienną misę oraz skórzaną torbę. Mam smykałkę do różnego rodzaju leków.
Przygotowywałem wywar na różnego rodzaju przeziębienia. Do kamiennej misy kolejno wrzucałem zioła i rozcierałem je znalezionym w lesie kamieniem. Zapach roznosił się po całej dziupli. Uwielbiam to robić - dzięki temu mogę zachować spokój. Zamierzałem właśnie wziąć misę na dół i zrobić pod drzewem ognisko. Nie wiem czy inne wilki to umieją - właściwie rozniecenie ognia nie jest niczym trudnym. Stanąłem przed wyjściem i spojrzałem w dół. Pod drzewem stała wadera o jasno-niebieskiej sierści. Pod jej łapami było trochę lodu. Położyłem misę obok mnie i zapytałem:
- Co Cię tu sprowadza? Słucham.
- Witaj wilku, zawitałeś właśnie na teren mojej watahy - powiedziała dając wyraźną odpowiedź na pytanie.
- Watahy? Spodziewałem się, że do tego dojdzie. Widziałem w okolicy parę wilków. Zapraszam do środka - uśmiechnąłem się.
Pomogłem waderze wejść do dziupli. Nie było łatwo - wilk swoje waży.
- Ładnie tu się urządziłeś - stwierdziła - Mniejsza o to. Moje imię brzmi Rillianne. Ciebie wybrał jeden z patronów watahy. Podejmując decyzję dołączenia i przekraczając granicę jednocześnie zaakceptowałeś pewne zasady - wadera kontynuowała zupełnie bez uczuć.
- I co teraz? Będziesz mi tu teraz formułkę klepała? - prychnąłem z uśmiechem.
Nie jest to w moim stylu, ale ciężko jest się nie uśmiechnąć gdy ktoś zaczyna znajomość w taki sposób. Wadera miała już coś odpowiedzieć, ale przerwałem.
- I jaka decyzja dołączenia? Gdy tu trafiłem nawet nie przypuszczałem, że w okolicy jest wataha. Ale jak Ci tak zależy to dołączę, z wielką chęcią - zapewniłem ją z udawaną litością.
Wadera była cicho, nic nie odpowiadała. Chyba analizowała przyszłą wypowiedź. Właściwie nie chciałem jej w żaden sposób urazić. Zwyczajnie chciałem dać jej do zrozumienia, że nie lubię powtarzanych formułek.
- W takim razie, witaj w naszych skromnych progach, ale najpierw musisz się zapoznać z paroma zasadami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz