niedziela, 1 marca 2015

Od Rillianne od Maresa

-Po pierwsze -powiedziałam- Nie wolno Ci zdradzić watahy. Po drugie każdy członek ma oddać w razie niebezpieczeństwa za innego życie -kontynuowałam
-Po trzecie, czwarte,piąte, dziesiąte - zażartował sobie.- Nie możemy tego pominąć
Zignorowałam uwagę basiora, posyłając jednocześnie lodowate spojrzenie. Kontynuowałam:
-Po trzecie jesteśmy jednością. Żaden z nad nie może zabić innego członka. I ostatnia zasada. Masz chronić wszystkich tajemnic watahy nawet za cenę śmierci.- Przymknęłam oczy i przywołałam kulę energii - jedną ze świętości watahy. - A teraz Maresie przysięgnij, że będziesz przestrzegać tych zasad. Za złamanie ich zostaniesz ukarany. Przyłóż do niej łapę i przysięgnij.
- Okej?- powiedział i przyłożył łapę - Przysięgam, że ten tego będę przestrzegać zasad i tak dalej..
Kula zalśniła i zniknęła. Basior patrzył się w miejsce w którym przed chwilą była.
- I co? -zapytał -To wszystko?
-Tak. To wszystko. Mam nadzieję, że będziesz czuł się tu dobrze- powiedziałam zwykłym, spokojnym głosem. Zauważyłam, że obszar zamrożony pod łapami się powiększa. - Wyjdźmy na zewnątrz, inaczej zamrożę Ci całe mieszkanie. Jak sądzę nie chciałbyś tego
-No raczej nie -odparł- No dobrze to wyjdźmy.
Wyjście poszło mi o wiele lepiej niż wejście. Rozejrzałam się wokoło. Było koło południa sądząc po pozycji słońca.
-Tereny naszej watahy są bardzo rozległe. Mamy tereny górskie, leśne, Dużo jezior i dostęp do oceanu, więc zwiedzenie ich w jeden dzień odpada potrzeba na do dwóch czy trzech dni.
-Rozumiem. Góry? To brzmi interesująco...Gdzie się znajdują?-zapytał
-Na południu i odrobinę na zachód...-odparłam
-A daleko są?
-Nie. Dwie-trzy godziny drogi stąd. Tak mniej więcej. Zależy w jakim tempie się idzie, a co?
-Chodzimy w nie! -powiedział z uśmiechem
-No dobrze
I ruszyliśmy niezbyt szybkim krokiem w kierunku gór. Czasem Maress spoglądał na mnie, a raczej na moje łapy, które zamrażały to co dotknęły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz