-No nieźle cię ten niedźwiedź poturbował...-mruknęłam. -Chodź.
Powiedziałam. Zabrałam go ze sobą do jaskini. Mojej własnej, gdyż inna była mówiąc w skrócie pełna wymiotujących lub poparzonych wilków, które mimo to miały dziwnie dużo energii. Ułożyłam go na porządnie wymoszczonym legowisku. Zajęłam się jego ranami, z których sączyła się czarna krew. Spokojnie acz stanowczo opatrzyłam go. Pozwoliłam mu spać. Wyszłam na moment z jaskini, a gdy wróciłam zobaczyłam, że się podnosi. Jednak po chwili upadł.
-Odpoczywaj. Proszę. Ten niedźwiedź... Mógł cię zabić wiesz?-spytałam. Oczywiście wiedział. -Dobrze. Odłóżmy pytania na później. Najpierw... Pewnie jesteś spragniony?
Powiedziałam podchodząc do wnęki w skale, przysłoniętej zieloną, wysuszoną trzciną. Wyciągnęłam z niej miskę z wodą. Podsunęłam basiorowi.
-Pij powoli bo się zakrztusisz. A jak już zaspokoisz pragnienie, przyniosę ci coś do jedzenia.-rzekłam całkiem spokojnie. Robiłam wszystko z jak największą uwagą, aby ukryć moją ślepotę. Mimo, że potknęłam się o widoczny kamień. Skwitowałam to śmiechem .
-Niezdara ze mnie. Dalej pij.-powiedziałam-Nie zatruta.
Basior pochylił się nad miską.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz