poniedziałek, 2 marca 2015

Od Raven cd. histori Powerlesa

Powoli przyzwyczajałam się do życia w watasze. W prawdzie robota medyka była dość małostkowa. Same zatrucia czy poparzenia słońcem lub trującym bluszczem. Po codziennym obchodzie łąki i uczeniu się jej dźwięków usłyszała inny. Brzmiał jak słaby, właściwie nie mogłam go określić, ale brzmiał dość ciekawie, nowy kształt. Nowa postać. Jedna jakoś całkiem znajomy. Ruszyłam przed siebie. Rozpędziłam się i przeskoczyłam dwu metrowy wodospad, lądując z pluskiem w wodzie płynącej na północ. Wciągnęłam powietrze. Pobiegłam w kierunku z którego dochodził ten dźwięk. "Ujrzałam" tam zbroczonego krwią wilka. Był nie przytomny.
-No nieźle cię ten niedźwiedź poturbował...-mruknęłam. -Chodź.
Powiedziałam. Zabrałam go ze sobą do jaskini. Mojej własnej, gdyż inna była mówiąc w skrócie pełna wymiotujących lub poparzonych wilków, które mimo to miały dziwnie dużo energii. Ułożyłam go na porządnie wymoszczonym legowisku. Zajęłam się jego ranami, z których sączyła się czarna krew. Spokojnie acz stanowczo opatrzyłam go. Pozwoliłam mu spać. Wyszłam na moment z jaskini, a gdy wróciłam zobaczyłam, że się podnosi. Jednak po chwili upadł.
-Odpoczywaj. Proszę. Ten niedźwiedź... Mógł cię zabić wiesz?-spytałam. Oczywiście wiedział. -Dobrze. Odłóżmy pytania na później. Najpierw... Pewnie jesteś spragniony?
Powiedziałam podchodząc do wnęki w skale, przysłoniętej zieloną, wysuszoną trzciną. Wyciągnęłam z niej miskę z wodą. Podsunęłam basiorowi.
-Pij powoli bo się zakrztusisz. A jak już zaspokoisz pragnienie, przyniosę ci coś do jedzenia.-rzekłam całkiem spokojnie. Robiłam wszystko z jak największą uwagą, aby ukryć moją ślepotę. Mimo, że potknęłam się o widoczny kamień. Skwitowałam to śmiechem .
-Niezdara ze mnie. Dalej pij.-powiedziałam-Nie zatruta.
Basior pochylił się nad miską.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz