Od samego początku byłem wyrzutkiem. Z każdej watahy mnie przepędzano tylko z powodu nietypowego wyglądu. Błąkałem się po świecie w samotności. Samotności której miałem już serdecznie dość. W końcu ujawnił mi się biały jeleń. Mówił że mam iść cały czas na zachód, a kiedyś znajdę swoje miejsce. Posłuchałem jego rady i poszedłem tam gdzie mi kazał.
Od dłuższego czasu czułem się obserwowany. Wkrótce potem dało się usłyszeć chrzęst łamanych gałęzi. Nie stety to co za mną szło...szło cały czas pod wiatr więc nie mogłem wyczuć czym było to coś. Po jakimś czasie stanąłem z tym czymś twarzą w twarz, a tym czymś był wyjątkowo duży niedźwiedź. Nie miałem szans w starciu z nim. Samej walki nie pamiętam. Wiem tylko tyle że leżałem na ziemi cały we krwi. Nie miałem siły się ruszyć. Co chwila mijały mnie jakieś wilki, lecz żaden nie przejął się moim losem. Leżałem tam parę dni. Doskwierał mi głód i pragnienie. Całkowicie już straciłem nadzieję i pogodziłem się ze śmiercią. W końcu straciłem przytomność.
Obudziłem się w jakiejś jaskini. Moje rany były opatrzone. Rozejrzałem się dookoła i nie zobaczyłem żadnych śladów życia. Podniosłem się chwiejnie, lecz z powrotem runąłem na ziemię. Nagle do jaskini wszedł jakiś wilk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz